Start
Los zatoczył koło... i wróciłam do "swojej podstawówki"... Drukuj Email

Kiedy przychodzi do wspomnień, wydarzenia z "podstawówki" są najwyraźniejsze. Dlaczego? - kto to wie, można snuć najróżniejsze przypuszczenia i teorie.

Ja wciąż pamiętam listę uczniów, z którymi chodziłam do tej samej klasy: Biliński, Chruścińska, Dąbrowska, Drwęcki, ... i tak, aż do... Kacperska.

To ta sama szkoła, ten sam budynek, te same izby lekcyjne. Nazwiska też się powtarzają, tylko teraz to dzieci moich dawnych kolegów i koleżanek chodzą do "mojej" szkoły.

Różne obrazy jawią się z przeszłości szkolnej, np: wielkie kaflowe piece, w których pani woźna rozpalała ogień zanim przyszliśmy do szkoły. Potem każdy chciał się w pobliże takiego pieca dostać i oprzeć się plecami, szczególnie w mroźne poranki, kiedy za oknami szalała śnieżyca. Zawsze więc w pobliżu pieca kłębiła się gromada dzieciaków.

A potem... dyskoteki przy muzyce płynącej z adapteru "Bambino".

I te drewniane schody, które długo po ukończeniu szkoły niejednokrotnie pojawiały się w moich snach. Czasem z nich spadałam, zarywały się pode mną, czasem wspinałam się po nich coraz wyżej i wyżej...

Absolwentka...

... uczennica Szkoły Podstawowej w Woli Kiełpińskiej w latach 1963-71...

... Zofia Pietrzyk

...dziś nauczyciel języka angielskiego w Zespole Szkolno - Przedszkolnym w Woli Kiełpińskiej



Kiedy ja byłam uczennicą Szkoły Podstawowej w Woli Kiełpińskiej, budynek, w którym mieściła się szkoła był o wiele mniejszy. Siedziałam w zupełnie innych ławkach, takich, które w blatach miały otwory na kałamarz z atramentem (który uczeń dzisiaj wie co to jest kałamarz, albo obsadka ze stalówką).

Pamiętam ciemne, wąskie korytarze i siebie - wiecznie małą wśród "dryblasów" klas VIII. Nigdy też nie zapomnę mojej pierwszej nauczycielki, która uczyła mnie czytać i pisać - p.Julii Kisiel.

Najbardziej jednak utkwiło mi w pamięci picie mleka w szkole. Pani woźna gotowała mleko takie "prosto od krowy" na kuchni węglowej, a my ustawialiśmy się w długą kolejkę by otrzymać kubek tego zdrowego napoju.

Minęło tyle lat... Uczniowie znów piją mleko w szkole, bo jego wartość jest ponadczasowa.

Absolwentka...

... uczennica Szkoły Podstawowej w Woli Kiełpińskiej w latach 1968-74...

... Ewa Bella - Więcka

...dziś nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej w Zespole Szkolno - Przedszkolnym w Woli Kiełpińskiej



Bardzo lubię marzyć i wspominać minione lata. Często wracam do chwil dość już odległych, bo do mojej edukacji w "podstawówce". Kiedy myślę o tamtych chwilach stają mi przed oczami sceny:

- do szkoły koniecznie musiałam przychodzić z przyszytą do rękawa szkolnego fartucha tarczą (przyznam się, że nie przepadałam za tym strojem);

- poniedziałek był "dniem mundurowym" - tzn. kto należał do harcerstwa przychodził tego dnia w mundurze harcerskim;

- już od 1 klasy należałam do drużyny zuchowej i na zbiórkach zdobywaliśmy sprawności, uczyliśmy się piosenek i pląsów,"majsterkowaliśmy", a przede wszystkim świetnie się bawiliśmy;

- później wstąpiłam do drużyny harcerskiej i ten okres wspominam jeszcze milej. W czasie ferii wyjeżdżaliśmy na zimowiska, a podczas wakacji na obozy harcerskie. Z czasów obozowych najbardziej utkwiły mi w pamięci alarmy nocne, kiedy to obudzeni w środku nocy, z plecakami i w pełnym umundurowaniu musieliśmy wykonywać przydzielone zadania. Pod koniec mojej przynależności do drużyny harcerskiej byłam posiadaczką zielonego sznura, tzn. że byłam przyboczną. Dla tych, którzy nie wiedzą co oznaczały sznury wyjaśniam,że sznury oznaczały pełnione funkcje w drużynie: szare nosili szeregowi, brązowe - zastępowi, zielone - przyboczni i granatowe - drużynowi.

Bardzo miło wspominam tamte lata i żałuję, że w naszej szkole harcerstwo przestało istnieć.

Absolwentka...

... uczennica Szkoły Podstawowej w Woli Kiełpińskiej w latach 1979-87...

... Anna Oleszko

...dziś nauczyciel muzyki i geografii w Zespole Szkolno - Przedszkolnym w Woli Kiełpińskiej